Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 lutego 2016

Żel myjący do twarzy, Biolaven.


Dzisiaj parę słów o małym cudeńku marki Biolaven, produkowanej przez znaną i lubianą polską firmę, Sylveco. Z doborem żelu do twarzy kłopot miałam odkąd pamiętam. Myjadła okazywały się za słabe, jak np. żel rumiankowy Sylveco, który nie zmywał dostatecznie dobrze makijażu, a dodatkowo pozostawiał na skórze nieprzyjemnie tłustą, ciężką warstwę. Niejednokrotnie po użyciu innych żeli miałam podrażnioną, zaczerwienioną, przesuszoną skórę, albo pojawiające się wypryski. Powoli traciłam nadzieję, że znajdę jakiś myjący kosmetyk do twarzy odpowiadający mi w 100%. Na szczęście, zdecydowałam się na wypróbowanie nawilżająco - odświeżającego żelu Biolaven.

Co mówi producent ?

Nawilżająco-odświeżający żel do mycia twarzy, delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę z wszelkich zabrudzeń i makijażu. Łagodne detergenty i fizjologiczne pH gwarantują zachowanie naturalnej bariery lipidowej, a dodatek oleju z pestek winogron zapobiega wysuszeniu. Olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, znany jest ze swoich antyseptycznych i odświeżających właściwości. Systematyczne stosowanie pozwala cieszyć się czystą i promienną skórą.
Przebadany dermatologicznie, hypoalergiczny. 

Skład: Aqua (woda), Lauryl Glucoside (łagodny detergent), Glycerin (gliceryna), Cocamidopropyl Betaine (łagodny detergent), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron), Panthenol (witamina B5), Lactic Acid (kwas mlekowy), Sodium Benzoate (delikatny konserwant), Lavandula Angustifolia Oil (olejek lawendowy), Parfum (zapach).
Skład króciutki i konkretny, bez zbędnych zapychaczy.

Cena: 13-16zł/150ml

Żel zamknięty jest w wygodnej i higienicznej butelce z pompką, która działa bez zarzutu, nie zacina się. 

Konsystencja - rzadka i lejąca, jednak nie na tyle, żeby utrudniała aplikację. Jedno naciśnięcie pompki wystarczy, żeby umyć całą powierzchnię twarzy. Żel nie pieni się jakoś intensywnie, ale patrząc na delikatny skład, nie ma się co dziwić. 

Zapach urzekł mnie od razu. Na pewno nie jest to lawendowa woń, wyczuwam raczej soczyste, świeże winogrona, coś pięknego! 

Kosmetyk bez problemu zmywa mój codzienny, delikatny makijaż, w tym niewodoodporny tusz do rzęs. Nie wiem, czy jest w stanie poradzić sobie z czymś mocniejszym, może potrzebna będzie większa ilość kosmetyku. Po zastosowaniu żelu skóra staje się oczyszczona, gładka, lekko nawilżona, bez tego okropnego uczucia ściągnięcia, czy wysuszenia.  Nie czuję potrzeby natychmiastowego nakładania kremu, jak to bywało z innymi tego typu kosmetykami. Do tego winogronowy zapach pozostaje na dłużej. 
 
Żel myjący do twarzy Biolaven to bardzo przyjemny w użytkowaniu i wydajny kosmetyk pielęgnacyjny. Dodatkowo cudownie zapachnie i ma dość przystępną cenę. Myślę, że warto dać mu szansę i wypróbować na własnej skórze :)


piątek, 14 sierpnia 2015

Puder Babydream - wielofunkcyjny kosmetyk














Dzisiaj o produkcie, który co prawda do tej pory nie był przeze mnie używany w celu, dla jakiego został stworzony, czyli do pielęgnacji niemowlęcej skóry, ale jestem do niego już dzisiaj na tyle przywiązana, że w przyszłości pewnie będzie miał szanse wykazać się na właściwym sobie polu :)

Pudru  Babydream używam podczas panujących upałów codziennie, przed wyjściem z domu. Jest wspaniałym pochłaniaczem wilgoci i posypane nim stopy mniej się pocą i nie ślizgają w klapkach, czy sandałach. 

Jest również niezastąpiony po depilacji. Znakomicie koi i przynosi ulgę podrażnionej skórze. 

Ostatnio zużyłam suchy szampon Radical i postanowiłam nie kupować kolejnego opakowania, ani nie próbować rozsławionych suchych szamponów Batiste, tylko wykorzystać to co mam pod ręką. Wiadomą sprawą jest, że tego typu kosmetyki mogą być użyte bez szkody dla włosów raz na jakiś czas. Suchego szamponu nie używałam często i ja, ale i tak patrząc na przerażający skład, miałam wyrzuty sumienia. 
Skład pudru Babydream nie straszy : Talc, Zink Oxide, Olea Europaea Oil, Allantoin, Parfum. Jest znacznie krótszy i bezpieczniejszy dla włosów - to niewątpliwy atut.

Działanie: porównując suchy szampon Radical i puder dla dzieci muszę przyznać, że nie widzę większej różnicy. Podobnie, jak w przypadku tego pierwszego obawiałam się, że trudno będzie pozbyć się całkowicie białego nalotu z włosów. Jednak nie jest tak źle. Puder rozsypuję przy nasadzie włosów, lekko rozcieram i pozostawiam na ok. 3 minuty, a później wytrzepuję nad umywalką i dokładnie rozczesuję włosy.  Nadmiar sebum zostaje pochłonięte i efekt "wczorajszych włosów" zostaje na jakiś czas zażegnany. Jestem mile zaskoczona, że włosy wyglądają aż tak dobrze i nie ma śladu białego pyłu na skórze i włosach. No ale przyznaję, że namajtać głową i pojeździć szczotką po włosach trzeba sporo, żeby uzyskać taki efekt.







Myślę, że puder dla dzieci jest dobrym i tańszym (ok. 5zł) zamiennikiem dla często mniej wydajnych suchych szamponów, a poza tym jego pole działania jest znacznie szersze. Wiadomo, że nic nie zastąpi mycia włosów, ale w kryzysowych sytuacjach warto mieć go pod ręką.

wtorek, 28 lipca 2015

Lekki Krem Brzozowy Sylveco

Czas na małe podsumowanie używanego przeze mnie od ok. dwóch miesięcy kremu firmy Sylveco. Mowa będzie o Lekkim Kremie Brzozowym.


Co mówi producent ?

Hypoalergiczny lekki krem brzozowy jest przeznaczony do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju cery wymagającej regeneracji.
Zawiera ekstrakt z kory brzozy, który dzięki właściwości pobudzania syntezy kolagenu i elastyny, zwiększa sprężystość skóry i skutecznie opóźnia procesy starzenia. W kremie zastosowano połączenie ekstraktu z aloesu oraz ksylitol
o działaniu wybitnie nawilżającym i zmiękczającym. Naturalne oleje roślinne i masło karite odbudowują warstwę wodno-lipidową i w połączeniu z alantoiną zapewniają skórze szybkie ukojenie. Dodatek witaminy E zabezpiecza ją przed negatywnym wpływem środowiska. Ekstrakt z mydlnicy lekarskiej, zawierający saponiny, ułatwia wnikanie składników aktywnych głębiej do skóry. Krem może być stosowany pod makijaż oraz na okolice przemęczonych oczu. 

WSKAZANIA: do pielęgnacji skóry odwodnionej, przesuszonej, zmęczonej, narażonej na działanie czynników szkodliwych (słońce, dym tytoniowy).Na noc lub w okresie zimowym, w celu pewniejszej ochrony i szybkiej regeneracji, dobrze jest stosować również krem brzozowy z betuliną

ZASTOSOWANIE: Codziennie rano nakładać na oczyszczoną skórę twarzy i szyi. Wieczorem zaleca się uzupełniające stosowanie kremu brzozowego z betuliną.
Termin przydatności kosmetyku po otwarciu: 6 miesięcy.

DZIAŁANIE: 
- chroni skórę wymagającą odnowy
- przywraca właściwy poziom nawilżenia
- zwiększa elastyczność

Skład:
Woda,  Olej z pestek winogron,  Olej sojowy,  Ksylitol,  Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate,  Masło karite (Shea),  Stearynian glicerolu,  Olej arganowy,  Olej jojoba,  Kwas stearynowy,  Alkohol cetylostearylowy,  Alkohol benzylowy,  Betulina,  Witamina E,  Ekstrakt z aloesu,  Alantoina,  Guma ksantanowa,  Kwas dehydrooctowy,  Ekstrakt z mydlnicy lekarskiej,  Lupeol,  Kwas oleanolowy,  Kwas betulinowy.

Skład jest dobry. Nawet bardzo dobry i niespotykanie naturalny. Używając już paru kosmetyków tej polskiej firmy, przestało mnie zadziwiać, że jednak można wyprodukować krem o dobrym składzie i po prostu cieszę się z tego faktu. O każdym składniku możemy poczytać w leksykonie składników na stronie Sylveco. Nic nie pozostaje tutaj tajemnicą, w parę chwil możemy dowiedzieć się z czym mamy do czynienia.

Konsystencja mimo, że niezwykle treściwa, pozostaje lekka, przypomina mleczko do demakijażu. Szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy. Nałożenie makijażu nie jest żadnym problemem, bo nic się nie roluje na skórze. Przy mojej mieszanej cerze, optymalne nawilżenie mam zagwarantowane. Skóra staje się uspokojona, wszelkie podrażnienia złagodzone.


W opakowaniu kremu mogę doszukać się zarówno plusów, jak i minusów. Na plus zaliczę na pewno wygodną, higieniczną pompkę, dzięki której kosmetyk nie ma kontaktu z naszymi palcami i producent nie miał potrzeby ładowania w krem bardzo silnych konserwantów. A skoro brak takich składników, musimy uważać na dość krótki termin przydatności.
Niekwestionowanym minusem jest nieprzeźroczyste opakowanie, które nie pozwala śledzić zużycia kosmetyku. Obawiam się, że pewnego wieczoru wcisnę pompkę i okaże się, że zostałam bez kremu. Na szczęście w zanadrzu mam próbki wersji rokietnikowej i brzozowo - nagietkowej.

Krem na ziołowy zapach i na początku nie umiałam się do niego przyzwyczaić, jest dość charakterystyczny, na szczęście szybko zanika. Krem, jak większość kremów, jest biały.

Cena ( ok. 27zł ) może nie jest najniższa, ale w tym w tym przypadku adekwatna do jakości.

Krem spełnia moje oczekiwania i chociaż nie jestem pewna, czy zakupię go ponownie, czy może będę chciała wypróbować inne wersje, to z pewnością nie żałuję zakupu i kremik staje się następnym, lubianym przeze mnie produktem Sylveco. Zaraz po pomadce peelingującejlnianej masce.

A na testowanie czekają już kolejne dwa produkty. Skorzystałam z ostatnich dni promocji Sylveco i kupiłam odbudowujący szampon, do którego gratis otrzymałam wygładzającą odżywkę. Za całość zapłaciłam ok. 20zł. Z wielką przyjemnością przyjrzę im się bliżej, szczególnie ciekawa jestem działania odżywki. 


czwartek, 16 lipca 2015

Peeling cedrowy - Kąpiel Agafii


Dzisiaj o kolejnym produkcie lubianej przeze mnie i prawie niezawodnej Babuszce Agafii. 
Odkąd zaczęłam używać mydła cedrowego do mycia włosów i ciała, zakochana absolutnie w jego zapachu, zapragnęłam wypróbować jeszcze cedrowego peelingu. Ostatnio nadarzyła się okazja, bo akurat skończyłam gryczany zdzierak do ciała.

Co mówi producent ?

Peeling wyprodukowany na bazie odżywczego cedru syberyjskiego idealnie pielęgnuje suchą skórę. Delikatnie oczyszcza, odżywia i chroni skórę przed odwodnieniem oraz starzeniem się skóry. Zmiękcza i wygładza, czyni skórę miękką i aksamitną.
Olej cedrowy syberyjski - źródłem niezbędnych witamin E i młodzieży F, zapewnia głębokie nawilżenie i regenerację skóry.
Pokruszona skorupka orzecha cedrowego - delikatnie złuszcza martwe komórki.
Olej z cedru syberyjskiego, wosk z igieł jodły - chroni skórę przed odwodnieniem.
Organiczny ekstrakt jałowca - działa regenerująco i tonizująco na skórę. 

Skład:
  
Aqua, Lauryl Glucoside, Acrylates/Vinyl Neodecanoate Crosspolymer, Potassium Hydroxide; Pinus Sibirica Shell Powder (zmielone łupiny orzeszków cedrowych), Pinus Sibirica Seed Oil (olej cedru syberyjskiego), Organic Juniperus Communis Extract (organiczny ekstrakt z jałowca), Polyethylene, Abies Alba Leaf Wax (wosk z igieł sosny), Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Glycerin, Sorbic Acid, Citric Acid, Chlorophyllin-Copper Complex, Caramel.

Cena: ok. 16zł/300ml

Stało się dokładnie tak, jak myślałam, kiedy po raz pierwszy otworzyłam słoiczek tego peelingu - na dzień dzisiejszy jest to mój ulubiony zdzierak i nie wyobrażam sobie używać jakiegokolwiek innego.

Zabieg peelingujący przez długi czas był przeze mnie zupełnie pomijany i nie widziałam większej potrzeby korzystania z tego typu kosmetyków. Od czasu do czasu, używałam kawowego mydła peelingującego do dłoni, twarzy i to wszystko. Po wypróbowaniu tego gryczanego peelingu, stwierdziłam jednak, że nie jest on tak całkiem zbędny jak mi się wcześniej wydawało. Bo co innego zagwarantuje tak miękką, gładką i elastyczną skórę ? No i wszelkie balsamy i kremy wchłaniają się szybciej i skuteczniej.

Niesamowicie przyjemne jest samo nakładanie peelingu cedrowego. W łazience roztacza się cudny zapach prawdziwego lasu i naprawdę nie trudno sobie wyobrazić, że nie przebywam akurat w wannie, tylko w lesie. Zapach jest obłędny i nie przypomina tych sztucznych woni, używanych w odświeżaczach powietrza, gdzie do zapachu leśnego daleka droga. 

Zdarzyło mi się łączyć użycie peelingu i mydła, jednak wtedy zapach robi się zbyt przytłaczający. "Co za dużo, to nie zdrowo" i jak widać, nawet to co najpiękniejsze, w nadmiarze wcale piękne nie jest. Jednak użycie samego mydła, lub samego peelingu to już prawdziwy relaks.

Konsystencję określiłabym jako ciągnącą się, gęstą, gumowatą, zupełnie jak w przypadku mydła. 
W roli zdzieraka mamy tutaj zmielone łupiny orzeszków cedrowych. Nie jest to mocny, intensywny peeling. Jednak masa drobinek spełnia swoje zadanie w sposób jak najbardziej zadowalający. Dużym plusem jest dla mnie też to, że drobinki nie rozpuszczają się w wodzie i mogę je dokładnie wykorzystać. Wydajność jest rewelacyjna - wystarczy niewiele kosmetyku, żeby wykonać peeling całego ciała.


Skóra po takim masażu jest miękka, aksamitna, ale czuć lekką suchość, więc użycie balsamu jest obowiązkowe. Czy peeling chroni skórę przed starzeniem ? Ciężko stwierdzić :). Jednak większość obietnic producenta jest spełniona. No i oczywiście śliczny, leśny zapach zostaje na skórze i jak już zdołam opuścić łazienkę, czuję go nadal, oczywiście już nie tak intensywnie.

Jak dla mnie, słoiczek może nigdy się nie skończyć, a nawet jak zużyję już cały peeling z pewnością zaopatrzę się w kolejne opakowanie. 


niedziela, 5 lipca 2015

Złuszczająca maska do stóp - L`biotica


 

















Moje stopy nie mają za mną tak dobrze, jak włosy. Mogę nawet się przyznać, że mają źle i ciężko, zaniedbuję je, że aż wstyd. Nagminnie zdarza mi się zapomnieć o starciu starego naskórka, czy nałożeniu kremu. W takie upalne dni lubię zanurzyć je w chłodnej wodzie z dodatkiem soli do stóp i później zetrzeć rozmiękczony naskórek. Ogólnie to stopy mam suche jak pieprz, z nagniotkami na dużych palcach i naprawdę nie mam się czym chwalić. Tym bardziej zaciekawiła mnie złuszczająca maska do stóp, która podobno jest w stanie w krótkim czasie sprawić, że stópki odzyskają dobry wygląd. Po przeczytaniu przychylnych recenzji i wysłuchaniu pozytywnej opinii sprzedawczyni w drogerii, która nawet zademonstrowała mi wygląd stóp w trakcie kuracji, musiałam spróbować. 

 Co mówi producent  ? 

 Złuszczająco - pilingująca maska w postaci skarpet wypełnionych aktywnie działającym płynem. Profesjonalny zabieg do samodzielnego wykonania w domu.
Maska na bazie aktywnych kwasów roślinnych skutecznie usuwa martwy naskórek, odciski oraz wszelkie zgrubienia i zrogowacenia skóry stóp.

Oprócz działania złuszczającego maseczka pielęgnuje i regeneruje skórę stóp dzięki zawartości mocznika, ekstraktu z owoców papai oraz cytryny. Wyciąg z rumianku delikatnie koi świeżo złuszczoną i odnowioną skórę. Po kuracji złuszczającej stopy są idealnie gładkie, miękkie i delikatne.

Odciski i zrogowacenia zaczynają złuszczać się od 4 do 10 dni po użyciu. W trakcie zabiegu nie należy używać pumeksu, tarki oraz innych środków do usuwania odcisków. Długość procesu złuszczania zależeć będzie kondycji skóry stóp przed zabiegiem. 

Dla utrzymania efektu gładkich stóp zabieg można powtórzyć co 30 dni.
 

 Sposób użycia: 

1. Umyj i osusz stopy.
2. Przetnij opakowanie wzdłuż przerywanej linii. Włóż stopę. Dla lepszego efektu i komfortu zaleca się założyć dodatkowo bawełniane skarpetki.
3. Pozostaw na stopach od 60 do 90 min, zależnie od kondycji stóp.
4. Usuń maskę i zmyj pozostałość płynu ciepłą wodą. Obumarły naskórek zacznie się złuszczać po ok 4-5 dniach.

UWAGA !
Przeznaczone do jednorazowego użycia. Rozmiar uniwersalny. Produkt do użytku zewnętrznego. Używać tylko zgodnie z instrukcją nie częściej niż co 25 dni. Nie stosować na podrażnioną lub oparzoną skórę. Przechowywać w miejscu niedostępnym dla dzieci. Używać bezpośrednio po otwarciu opakowania.
  
Cena: ok. 15zł/40ml

Skład: 
Alcohol, Aqua, Propylene Glycol ( nawilżacz ) , Lactic Acid ( kwas mlekowy - nawilżacz, mający zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka ), Isopropyl Alcohol ( konserwant ), Urea ( mocznik ), Glycolic Acid ( kwas glikolowy - ma bardzo efektywne działanie nawilżające i złuszczające na powierzchowną warstwę rogową naskórka ), Betaine ( humektant ), Anthemis Nobilis Flower Extrack ( hydrolat z kwiatów rumianu rzymskiego - regeneruje i nawilża), Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract ( wyciąg z cytryny ),  Carica Papaya (Papaya) Fruit Extract ( wyciąg z papai ), Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract ( olej z pestek jabłka - nawilża i rozjaśnia skórę ), Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract ( ekstrakt z pomarańczy - działa antybakteryjnie, ściągająco, łagodząco ), Triclosan ( konserwant ) , Salicylic Acid (kwas salicylowy - konserwant ), Menthol ( mentol - działa chłodząco ), PEG-60 Hydrogenated Castor Oil ( pochodna oleju rycynowego - emulgator ), Disodium EDTA ( stabilizator ), Parfum ( zapach). 
 
Maska to tak naprawdę przeogromne foliowe skarpety, wypełnione płynem o zapachu spirytusu. Nie ma się co dziwić, skład nie pozostawia złudzeń, czego mamy najwięcej. Woń jest przykra i odpychająca, ale przecież nie o piękny zapach tu chodzi. Maskę nałożyłam na 90 minut i dodatkowo ubrałam zwykłe skarpety. W czasie tego zabiegu czułam lekki chłód na stopach. Po ściągnięciu skarpet, zobaczyłam rozjaśnioną skórę stóp i całkowicie zmazany lakier z paznokci. Przy takiej dawce alkoholu nie ma się co dziwić. Wypłukałam stopy w ciepłej wodzie i czekałam na pierwsze oznaki złuszczania skóry. Te pojawiły się książkowo, bo po 4 dniach. Najpierw w pojedynczych miejscach, a w 5, 6 i 7 dniu stopy prezentowały się tak:




Najgorzej było przy braniu kąpieli, kiedy skóra odpadała płatami, dodatkowo nieprzyjemnie zwisając w kilku miejscach. Użycie kremu wychodziło mi wzorowo, stopy były jeszcze bardziej wysuszone więc pamiętałam o tym, żeby je wysmarować. W czasie, kiedy przeprowadzałam pilingującą kurację, pogoda nie była tak upalana, jak w ostatnich dniach i chodzenie w balerinach, zakrywających rewolucję odbywającą się na stopach mogłam zakryć. Teraz, z sandałami byłoby gorzej. 

Po tygodniu od nałożenia skarpet, bo mniej więcej po tym czasie mogłam cieszyć się nową skórą zauważyłam, że: nagniotki na palcach, jak były tak są nadal, ale cała reszta wychodzi na DUŻY PLUS. Stopy stały się przyjemnie miękkie i gładkie, że nie mogłam powstrzymać się przed ich ciągłym głaskaniem :) Wyszedł efekt "dziecięcych stóp", coś niesamowitego. Nie przypuszczałam, że moje stopy mogą być takie przyjemne w dotyku. W tej chwili jestem ponad 3 tygodnie po zabiegu i ten cudny efekt niestety już minął. Z ogromną chęcią ponownie zakupię maskę i powtórzę zabieg, czekam tylko na ciut chłodniejsze dni, bo nie wyobrażam sobie chodzić w zasłoniętych butach, ani też pokazywać światu będąc w klapkach, jak zmieniam skórę :).

Jeżeli ktoś ma problem z mało atrakcyjnym wyglądem stóp i zastanawia się nad zakupem maski pilingującej, polecam wypróbować, w moim przypadku stópki wyglądają o wieeeele lepiej.

czwartek, 4 czerwca 2015

Pomadka peelingująca Sylveco

Dzisiaj parę słów o małym cudeńku firmy Sylveco. Mowa będzie o peelingującej pomadce.

  
Co mówi producent ?

Hypoalergiczna, odżywcza pomadka, zawierająca naturalne drobinki ścierające w postaci brązowego cukru trzcinowego. Ten delikatny peeling delikatnie złuszcza i doskonale wygładza usta. W składzie pomadki znajduje się bogaty w przeciwutleniacze i kwasy NNKT olej z wiesiołka dwuletniego o właściwościach silnie regenerujących. Pozostałe oleje, wosk pszczeli i masła roślinne pielęgnują delikatny naskórek ust, zapobiegają ich wysychaniu i pękaniu. Aktywny składnik - betulina - działa kojąco na wszelkie podrażnienia, łagodzi objawy opryszczki. Bez konserwantów.

Skład: 
olej sojowy, wosk pszczeli, cukier trzcinowy, lanolina, olej z wiesiołka, wosk carnauba, masło kakaowe, masło karite (shea), betulina, olejek z gorzkich migdałów.

Nie ma się do czego przyczepić. Jest naturalnie i podobnie jak w przypadku innym kosmetyków Sylveco, o każdym składniku można poczytać w leksykonie składników na stronie internetowej tej firmy.

Cena: ok. 9zł w sklepie stacjonarnym

Pomadkę dostałam w gratisie na dermokonsultacjach i niezmiernie mnie to ucieszyło, bo wcześniej naczytałam się o niej wiele dobrych recenzji.  

 Pomadka jest dość mocnym ścierakiem i nie poleciłabym jej osobom mającym wrażliwe, podrażnione, czy krwawiące usta. Po użyciu może być tylko gorzej. Dla mnie taki peeling jest w sam raz. Drobinki zatopionego cukru rewelacyjnie ścierają naskórek i wystarczy parę ruchów wargami, żeby poczuć niezwykle miłą gładkość na ustach. Przyznaję, pomadki używam tylko w domu, bo po rozsmarowaniu na ustach tworzy się biała powłoka i widoczne są drobinki cukru. Trzeba odczekać i rozmasować kosmetyk na ustach, żeby móc użyć kolorowej pomadki, czy błyszczyka. Nie jest to więc tradycyjna, pielęgnacyjna pomadka. 

Obecność olejków gwarantuje przyjemne nawilżenie ust, a wspomniany juz cukier sprawia, że musimy mieć sporo silnej woli, żeby nie zlizać pomadki zaraz po nałożeniu. Dla mnie to kolejny plus, bo wcześniej, czy później poczuję smak pomadki w ustach, a wolę czuć słodki, niż gorzki i chemiczny. 

Zapach pomadki określiłabym jako marcepanowo - miodowy. Z przewagą na miodowy. 

Z wydajnością niestety nie jest tak dobrze, jakbym chciała. Pomadki używam średnio dwa razy dziennie i zauważyłam, że szybko jej ubywa. Przy stacjonarnym dostępie do kosmetyków Sylveco i niskiej cenie to nie problem, gorzej mają osoby zamawiające internetowo. Wtedy warto zrobić większe zakupy, bo ja coraz bardziej lubię kosmetyki tej polskiej firmy i myślę, że każdy znajdzie w ofercie coś dla siebie.

Podsumowując: pomadka peelingująca to dla mnie strzał w 10 i szybko stała się niezbędnikiem, bez którego nie wyobrażam sobie dnia.



wtorek, 21 kwietnia 2015

Dermokonsultacje Sylveco

Ostatnio miałam okazję uczestniczyć w dermokonsultacjach firmy Sylveco. Spotkania odbywają się w sklepach, w których można stacjonarnie dostać kosmetyki tej marki. Są to zielarnie, sklepy ze zdrową żywnością, a terminy podawane są na stronie Sylveco i na fanpage'u. W drodze z pracy do domu wdepnęłam, więc do zielarni, żeby przyjrzeć się bliżej tym osławionym w blogosferze kosmetykom.

Na początku spotkania konsultantka firmy zapytała o stan i rodzaj mojej cery oraz jakich kosmetyków do twarzy używam. Później za pomocą urządzenia przypominającego długopis, przeprowadzono stan nawilżenia mojej skóry. Wynik okazał się całkiem niezły, ale przecież nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być lepiej. Na pewno nie było to extra profesjonalne badanie, jednak w połączeniu z poprzednim wywiadem, dało podpowiedź, jakich kosmetyków powinnam używać, a jakich unikać.

Następnie, pani przeszła do omawiania żeli myjących, kremów, mleczek, peelingów do twarzy. Wszystko mogłam wypróbować, dotknąć i powąchać. Na każde moje pytanie konsultantaka odpowiadała bardzo szczegółowo i zrozumiale, a zadawałam jej pytania nie tylko o markę Sylveco, ale też o ogólną pielęgnację cery no i tematy włosowe też się pojawiły. Tutaj od razu zapytałam, czy dostępna jest lniana maska do włosów, o której naczytałam się tyle dobrego, że nabrałam ogromnej ochoty na wypróbowanie. Na szczęście była.

W trakcie rozmowy byłam miło zaskoczona postawą konsultantki, która nie piała z zachwytu nad każdym omawianym produktem i nie wychwalała go pod niebiosa, byle tyle wcisnąć mi kosmetyk, ale mówiła co może niekorzystnie wpłynąć na moją skórę oraz włosy i lepiej nie ryzykować i nie wybierać czegoś, co wcisnę w kąt po pierwszej aplikacji. Omówiłyśmy też składy poszczególnych kosmetyków i okazało się, że są naturalne, bez szkodliwych substancji, silikonów, parabenów i SLS-ów.

Ze sklepu wyszłam z takimi wybrańcami:



 
oraz z gratisami: peelingującą pomadką, eko - torbą, próbkami kremów, ulotkami, katalogiem, testem do określenia typu cery i z WIELKIM ZADOWOLENIEM, że nie był to zmarnowany czas, tylko dobra okazja do rozmowy z urodowym fachowcem i poznania marki Sylveco. Przekonałam się, że polska firma potrafi wyprodukować wartościowe kosmetyki, które z chęcią wypróbuję. Jeśli ktoś będzie miał okazję do skorzystania z dermokonsultacji i bliższego zapoznania się z kosmetykami Sylveco - nie ma co się zastanawiać, trzeba się wstawić ! :)


środa, 1 kwietnia 2015

Gryczany scrub do ciała - Bania Agafii


Ostatnio odkryłam kolejną, osiedlową drogerię w moim mieście, w której półki przepełnione są rosyjskimi kosmetykami i innymi pielęgnacyjnymi cudeńkami. Nie ukrywam, że bardzo się z tego powodu cieszę, chociaż muszę się baaardzo pilnować, żeby nie zabrać ze sobą połowy sklepowego asortymentu. Jako, że zużyłam już całe kawowe mydło peelingujące szukałam nowego zdzieraka. Wybór padł na gryczany scrub do ciała z serii Bania Agafii, zamknięty w charakterystycznej saszetce.

Co mówi producent ?

PRODUKT ZAWIERA 100% NATURALNYCH SKŁADNIKÓW

Scrub  przeznaczony do poprawy sprężystości  skóry. Ostrożnie oczyszcza, tonizuje i przygotowuje skórę do dalszej pielęgnacji. Naturalne składniki przywracają skórze elastyczność i pomagają zachować młody wygląd. 

 Sposób użycia: lekkimi, masującymi ruchami nanosimy na ciało, zmywamy wodą.

Skład: Aqua, Carbomer, Potassium Hydroxide, Polyethylene, Polygonum Fagopyrum Seed Powder (zielona gryka), Mel (ałtajski miód), Melissa Officinalis Leaf Extract (trawa cytrynowa), Organic Melissa Officinalis Leaf Oil (organiczny olej melisy), Parfum, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil (olej lawendy), Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid, Caramel, Iron Oxydes.

Zielona gryka -  jest bogatym źródłem witamin E, A, P, sprzyja oczyszczeniu skóry i usunięciu toksyn.
Ałtajski miód  -  bogaty w  mikroelementy i witamin grupy B, chroni skórę przed zmianami związanymi z wiekiem.
Cytrynowa trawa - bogata w kwasy organiczne, tonizuje i poprawia ochronne funkcje skóry.
Organiczny olej melisy - zawiera witaminę C i karoten,  poprawia sprężystość i elastyczność skóry.
 Cena: 5zł - 9zł / 100ml

Scrub ma dość gęstą konsystencję, dzięki czemu nic nie spływa po skórze i kosmetyk dobrze rozprowadza się po ciele. 
Bursztynowy zdzierak pachnie dla mnie bardzo przyjemnie, chociaż na pewno nie każdemu ten zapach przypadnie do gustu. Czuć kwiaty, zioła i delikatną cytrynową woń. 



Początkowo obawiałam się, że scrub będzie mocno ścierał naskórek, a nie lubię zbyt przesadnego peelingu. Jednak rozdrobnione (choć wypatrzyłam parę całych) ziarna zielonej gryki nie okazały się, aż takie groźne.  Kosmetyk bardzo dobrze złuszcza martwy naskórek, wygładza skórę, sprawia, że jest przyjemnie sprężysta i przygotowana do dalszych zabiegów. Jednym słowem, spełnia obietnice producenta. No, chociaż ciężko stwierdzić, czy pomoże mi w zachowaniu młodego wyglądu :)

Jest to z pewnością ciekawy kosmetyk i przypadnie do gustu osobom, którym wystarcza niezbyt mocny peeling i przy okazji zakupów rosyjskich specyfików warto się w niego zaopatrzyć. 


środa, 11 lutego 2015

Maska do ciała termalno-iłowa, Bania Agafii




Kolejny kosmetyk Babuszki Agafii, kupiłam ze względu na jej właściwości rozgrzewające, bo kiedy, jak nie o tej porze roku, wypróbowywać takie specyfiki.

Co mówi producent ?

Maska z efektem rozgrzewającym, dzięki naturalnym składnikom, wzmacnia, tonizuje i odmładza. Rozszerza pory skóry powodując głębokie odżywienie i nawilżenie.

Głębinowy ił z jeziora Bajkał – bogaty w uzdrawiające minerały i mikroelementy, delikatnie i efektywnie oczyszcza skórę, a także podnosi jej sprężystość i elastyczność.
Olejek kamforowy - wyrównuje powierzchnię skóry
Organiczny ekstrakt żeń-szenia - tonizuje i odmładza
Organiczny ekstrakt białej herbaty -  sprzyja usunięciu toksyn, posiada silne działanie antyoksydacyjne.

Skład: Aqua, Kaolin, Silt (głębokowodny ił z jeziora Bajkał), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glycerin, Stearic Acid, Camphora (olejek kamforowy), Organic Panax Ginseng Extract (organiczny ekstrakt żeń szenia), Organic Camellia Sinensis Leaf Extract (organiczny ekstrakt białej herbaty), Zinc Oxide, Bentonite (and) Xanthan Gum, Capsaicin (ekstrakt papryczki chili), Benzoic Acid, Sorbic Acid, Benzyl Alcohol.

Sposób użycia: lekkimi masującymi ruchami nanosimy maskę na ciało, po 10 minutach zmywamy ciepłą wodą.

Cena: ok. 7zł w sklepie stacjonarnym 

Maskę otrzymujemy w charakterystycznej dla kosmetyków Babuszki saszetce. Konsystencja jest gęsta, nie ma problemów z nałożeniem na skórę, nic z niej nie spływa. Maska wystarczyła mi na 5 aplikacji. Ma miły, delikatnie ziołowy zapach i ładny jasnozielony kolor. 

Mazidło nałożyłam na suchą skórę rąk, brzucha, nóg i czekałam na porządną dawkę ciepełka. Po ok. 2 min. poczułam najpierw delikatne, a za chwilę już całkiem intensywne rozgrzanie. Wrażenie pieczenia skóry, przypominające przyłożenie do ciała gorącego przedmiotu, wystarczyło mi, żebym poczuła się solidnie rozgrzana. Zmyłam czym prędzej mazidło z siebie, które zdążyło już zaschnąć i utworzyć delikatną skorupę. 
Po wytarciu ręcznikiem, efekt rozgrzania jeszcze bardziej się nasilił, szczególnie ręce, na które nałożyłam najwięcej kosmetyku, piekły, jak szalone. Pomyślałam, że to jednak dobrze, że na dworze leży śnieg i rozważałam już, idąc w ślady mojej psiny, wytarzanie się w białym puchu. Na szczęście nie było takiej konieczności, efekt palącej skóry nieco zmalał. Chociaż jeszcze przez ok. godziny po zmyciu maski czułam przyjemne już grzanie. Skóra nie była podrażniona, zaczerwieniona czy coś tego typu. Była za to niesamowicie gładka. 

Pierwsze podejście do tego mazidła było dość szokującym przeżyciem, ze względu na intensywne rozgrzanie. Przy kolejnych, nakładałam po prostu mniej maski i odczuwałam tylko delikatne i przyjemne ciepło, a nie coś, co mogę porównać z poparzeniem skóry.

Polecam maskę każdemu, kto lubi ciepełko, jednak nie ma co przesadzać z ilością kosmetyku i obszarem ciała, na jaki ją nakładamy. Nazwa "termalna" jest w 100% trafiona i bardzo łatwo przyjemne rozgrzanie może zamienić się w ciężkie do wytrzymania parzenie.