sobota, 20 września 2014

Cześć !

Na początku chyba warto przedstawić siebie i swoje włosy więc proszę bardzo.Uprzedzam, że historia  będzie nudna, bez spektakularnego efektu WOW na końcu. 

Moje włosy miały ze mną raczej łatwe życie, bez zbędnych katuszy. Ale od początku.

Jako mała dziewczynka byłam krótkowłosą istotą, ale to wiem tylko ze zdjęć, bo nie pamiętam jak to jest mieć krótkie włosięta :)
Obrazek
Później w przedszkolu i w podstawówce nosiłam warkocz, który dzielnie dzień w dzień zaplatała mi mama. Do dziś pamiętam, moje poranne larmo jakie zrobiłam, bo okazało się że zaspałyśmy i nie było czasu na warkocz, tylko na zwykły kucyk :( Było mi tak jakoś nieswojo bez warkocza. I ta grzywka... Jak dobrze, że tylko jedno zdjęcie ją uwieczniło

bo na reszcie zdjęć mam ją zaczesaną na bok.
ObrazekObrazek

W dniu Pierwszej Komunii św. miałam zrobiony warkocz na mokrych włosach (ta sukienka nie jest komunijna :) )
Obrazek
W gimnazjum, które dla wielu włosomaniaczek było okresem zabójczym dla włosów i czasem największych szaleństw włosowych, mnie na szczęście ominęło. I tutaj należą się serdeczne podziękowania dla całej rodziny, która wybiła mi z głowy farbowanie. Ale w sumie sama też się nie upierałam specjalnie nad zmianą koloru włosów, bo uważałam że i tak nie jest najgorszy. Raz tylko w wakacje użyłam szamponetki (czerwonej) na końcówki włosów, i nawet nie zdążyłam się im specjalnie przyjrzeć bo kolor zszedł przy następnym myciu głowy.
I to koniec moich przygód ze zmianą koloru.
Jeżeli chodzi o inny atrybut gimnazjalistki - prostownicę - to kupiłam sobie najańsze badziewie, ale i tutaj jakoś się nie pokochałyśmy. Ok, czasem się zdarzało prostować włoski, ale tylko na większe okazje. To samo było w liceum - prostowanie od wielkiego dzwonu, tym razem już po solidnym zabezpieczeniu włosów przed wysoką temperaturą.
Już w liceum byłam dumna z siebie, patrząc na koleżanki, które w gimnazjum uległy presji i farbowały włosy. Większość z nich ( nie wszystkie !) miały zniszczone, przerzedzone włosy po stosowaniu farb kiepskiej jakości i z dużą częstotliwością. Szczególnie jedna z nich zapadła mi w pamięci, jej gęste, kręcone, zdrowe włosy zmieniły się w proste (codzienna prostownica) druty. Tak więc patrząc na nią, nauczona, że ani farba, ani prostownica nie jest w stanie mnie uszczęśliwić, myłam dalej moje włoski drogeryjnym szamponem, którego wybór zależał od obietnic producenta i reklam w tv. Do tego po umyciu nakładałam jedwab (najczęściej Biosilk) i włosy schły sobie dłuuugo naturalnie. Dość późno zdecydowałam się na zakup suszarki, ale i tak suszyłam je od czasu do czasu.
ObrazekObrazek


Na któreś naste urodziny dostałam sprzęt do prostowania, kręcenia, karbowania włosów, ale nie ciągnęło mnie do zmiany fryzury, tym bardziej, że przy moich gęstych włosach trwało to i trwało, i trwało... żal mi było ich przypalać. Tutaj zdjęcie po jednym z nielicznych użyć lokówki

Z wizytami u fryzjera bywało różnie, wychodziłam bardziej albo mniej zadowolona. Tu zdjęcia z najkrótszymi włosami jakie miałam w czasach policealnych.

Obrazek

Po wyprostowaniu jakoś wyglądały, ale bez nadawały się tylko do upięcia, bo wtedy nie umiałam sobie poradzić z ich falowaniem. Później miałam półdługie, albo długie włosy
ObrazekObrazek

Obrazek
Końcówki podcinałam dość często, bo się bardzo rozdwajały i "roztrajały". Z wizytami u fryzjera kojarzę jeszcze fakt, że najczęściej byłam tam traktowana jak kosmitka, bo panie zachwycały się ich gęstością, a ja widziałam tylko te okropne końcówki i jakoś nie specjalnie robiły na mnie wrażenie te ich ochy i achy. Po jakimś czasie odkryłam serum z Avon, i to był strzał w 10. Mimo, że jego skład nie jest ciekawy, to nie mam zamiaru z niego rezygnować, nie powoduje przesuszenia końców, ani nic w tym stylu, a już nie widzę rozdwojonych włosów.
W szał włosomaniactwa wpadłam dzięki koleżance, która zaczęła opowiadać o olejach, silikonach, historiach włosowych i o tej całej reszcie co można znaleźć na blogu. Słuchałam jej, ale do głowy by mi nie przyszło, że za parę miesięcy sama się w to tak zatopię. A jednak - zaczęłam eksperymenty. Na święta i urodziny zażyczyłam sobie oleje Khadi, Amlę i tak to się zaczęło...

Po wstawieniu zdjęcia na jedną ze stron, zwrócono mi uwagę, że niepotrzebnie rozczesuje włosy, bo "kręconych się nie czesze". Kręcone to one nie są, ale falowane pewnie tak. Zakupiłam więc grzebień z szeroko rozstawionymi zębami, i delikatnie czeszę. Faktycznie, fale na końcach włosów ładnie się układają, tym bardziej, że włosy mam cieniowane. Jeżeli nie zależy mi na falach, bo związuję włosy to rozczesuję je szczotką TT. Poza przyborami do czesania moja pielęgnacja na dzień dzisiejszy wygląda tak:
- szampon, ulubiony to Alterra morela i pszenica, inne to Herbal Care - skrzyp polny, Amla Enriched Herbal - idealny do zmywania olei, mydełko Sesa
- odżywka B/S Herbal Care lniana, Green Pharmacy eliksir ziołowy
- oleje: Khadi, Amla, Alterra brzoza i pomarańcza, olejek arganowy, olej sezamowy, serum na końcówki Avon
Obrazek

- maska: Kallos Latte, Kallos Keratin, Kallos Silk, Alterra granat i aloes

- inne: płukanka z siemienia lnianego, albo wcieranie glutka
Obrazek
Obrazek
Kallos + mąka ziemniaczana, laminowanie żelatyną lub laminowanie z Mariona
Obrazek
- wcierki - Jantar, wypróbowany z ciekawości czy działa na porost włosów, i mogę potwierdzić - działa.
- płukanki - ocet jabłkowy, piwo
To chyba na tyle, dalej jestem w fazie eksperymentów i pewnie znajdę jeszcze nie jeden ideał włosowy, i uda mi się wydobyć z włosów to co w nich drzemie :)

1 komentarz:

  1. Wow, świetne włosy, imponująca zmiana :) Najbardziej podobają mi się na przedostatnim zdjęciu :)

    OdpowiedzUsuń