poniedziałek, 9 maja 2016

Niedziela dla włosów (42)


Ostatnimi czasy na moich włosach gości niewiele nowości i rzadko eksperymentuję. Nadal staram się wykorzystywać zalegające w szafkach zapasy i przez jakiś czas nie powiększać grona moich włosowych kosmetyków. Czasem jednak, ciekawość bierze górę i do koszyka wpadnie coś nieplanowanego. Tak było z maską Perfect.me Natural Oils Repair. Naczytałam się o niej sporo dobrego, a że cenę ma przystępną, postanowiłam zaryzykować. 

Czego użyłam ?

- szampon pokrzywowy Barwa Ziołowa
- odżywka Biovax pogrubienie i zagęszczenie, nałożona na ok. 3 minuty
- maska Perfect.me, nałożona na ok. 20 minut
- Cudowny Olejek Garnier Fructis na końcówki

Efekt: 


Każdorazowo efekt po użyciu maski bardzo mi się podoba. Włosy stają się gładkie, błyszczące, zdyscyplinowane, idealnie dociążone i do tego bardzo przyjemnie pachną. Niestety zauważyłam też jeden minus dotyczący tej maski. Włosy dosyć szybko wymagają ponownego mycia. Sądzę, że to przez sporą ilość olejów w składzie. Dla moich włosów nadmiar dobroci nie zawsze wychodzi im na dobre. Jednak dla osiągnięcia efektu "posłusznych" i błyszczących włosów, z chęcią sięgam po zieloną maskę Perfect.me.

 

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Produkty benedyktyńskie - szampon z pokrzywą


Dzisiaj parę słów o produkcie benedyktyńskim - szamponie z pokrzywą do włosów przetłuszczających się. Po zużyciu pokrzywowej Barwy, chciałam wypróbować czegoś podobnego i mój wybór padł na szampon wyprodukowany przez: 



Co mówi producent ?

Szampon z pokrzywy stworzony został z myślą o włosach przetłuszczających się. Zawiera wyjątkowo łagodne, naturalne dla włosów i skóry głowy substancje myjące, które skutecznie myją, oczyszczają i pielęgnują. Świeże liście pokrzywy zmniejszają aktywność gruczołów łojowych i hamują przetłuszczanie, a kompozycja białek pszenicznych wnika głęboko w cebulki i w struktury włosów regenerując je od wewnątrz. Szampon odżywia i odbudowuje zniszczoną substancję włosa czyniąc je miękkimi, sprężystymi i pełnymi energii. 

Sposób użycia: Niewielką ilość szamponu nanieść na mokre włosy i delikatnie wmasować. Następnie dokładnie spłukać ciepłą wodą. W razie potrzeby czynność powtórzyć. Wyprodukowany na bazie krystalicznej, górskiej wody źródlanej. Zawierają roślinne składniki z czystych ekologicznie terenów.

Cena: ok. 14zł

Skład:  Aqua (woda), Sodium Laureth Sulfate (silny detergent, substancja myjąca), Cocamidopropyl Betaine (łagodny detergent), Sodium Lauroyl Sacrosinate (substancja o działaniu oczyszczającym, pieniącym, łagodzi działanie SLES), Urtica Dioica Extract (ekstrakt z pokrzywy), Cetrimonium Chloride (konserwant lekko emulgujący, działa też antystatycznie),Sodium Chloride(działanie antystatyczne), Sodium Hydroxypropyl Starch Succinate (stabilizator emulsji), Hydrolyzed Wheat Protein (proteiny zbożowe), Parfum(zapach), Phenoxyethanol (konserwant),Benzoic Acid (konserwant), Dehydoacetic Acid (konserwant), Ethylhexylglycerin (konserwant, humektant), Polyaminopropyl Bigunaide (konserwant), Citric Acid (naturalny konserwant, regulator pH, Disodium EDTA (konserwant). 

Konsystencja - dość rzadka, ale szampon dobrze rozprowadza się na włosach.
Zapach - raczej nie ziołowy, trudny do określenia, dla mnie znośny

Producent chwali się wyjątkowo łagodnymi, naturalnymi, pielęgnującymi i oczyszczającymi substancjami myjącymi. Patrząc na skład można stwierdzić, że takie przechwałki to gruba przesada. Na pewno szamponowi nie można odmówić funkcji oczyszczającej i faktycznie włosy dłużej pozostają świeże. Dla wzmocnienia efektu dobrze umytej skóry głowy, używam łyżki pudrowej odżywki, która nie nadaje się do mycia włosów na długości, za to znakomicie radzi sobie ze skalpem. Poza świetnym domyciem głowy, odżywka sprawia, że włosy są ładnie odbite od nasady. Na taki duet pozwalam sobie raz na dwa tygodnie. 

 Odżywka w pudrze + szampon = uroczy widok :)

Sam szampon też daje radę, dobrze się pieni, jest wydajny, solidnie myje. Jestem tylko zawiedziona obietnicami producenta, które nijak mają się do rzeczywistości. Na stronie internetowej możemy przeczytać, że: "Produkty Benedyktyńskie to kolekcja wysokiej jakości artykułów spożywczych, piw, nalewek oraz rosnąca oferta kosmetyków i wyciągów leczniczych, specjalnie wyselekcjonowana przez Mnichów z Opactwa w Tyńcu.

Zakon Benedyktynów z Tyńca przez wieki kolekcjonował nie tylko księgi ale również przepisy kulinarne i lecznicze. W pobliżu infirmerii znajdował się ogród ziołowy, który służył do uprawy podawanych chorym i słabym roślin leczniczych, przykładowo: rozmarynu, szałwii, ruty, mięty, kminku czy kopru. Klasztorni medycy przygotowywali z nich wywary do picia, maści do smarowania lub okładów.

Dziś w oparciu o wielowiekowe tradycje i doświadczenie oraz we współpracy ze sprawdzonymi dostawcami powstają produkty, którymi pragniemy się dzielić z każdym, kto ceni wysoką jakość i tradycyjny smak".

Jeśli przyjąć, że wysoka jakość to SLES, szereg konserwantów i jeden ekstrakt, to można zgodzić się z powyższym opisem. Dla mnie szampon jest całkiem przeciętny i nie sięgnę po niego ponownie, bo mam łatwiejszy dostęp do tańszych "oczyszczaczy" i ten produkt benedyktyński uważam za zbędny.

PS podczas przygotowywania tego wpisu, otrzymałam odpowiedź na nurtujące mnie pytanie: dlaczego szampon normalnie kosztujący 14zł kupiłam tylko za 7zł ? 

 

                                                                                     :)

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Niedziela dla włosów (41)



Podczas ostatnich NdW nie działo się nic ciekawego. Z jednej strony brak czasu, z drugiej konieczność zużycia wszystkich zapasów sprawiły, że już dawno nie pojawił się żaden wpis z tej serii. W między czasie nauczyłam się i polubiłam mycie włosów odżywką w pudrze, zmieszaną z szamponem. Początkowo myłam tak całe włosy, a to nie kończyło się dobrze - splątane i matowe włosy miałam gwarantowane. Przy myciu odżywką tylko samej skóry głowy, efekt był więcej niż zadowalający. Włosy przetłuszczają się znacznie wolniej, są odbite od nasady, a skóra wydaje się być dokładnie oczyszczona. Efekt tym razem wzmocnił szampon z pokrzywą "Produkt Benedyktyński", który z pewnością wkrótce doczeka się osobnego wpisu. Nałożenie maski do włosów suchych i zniszczonych Biovax, sprawiło, że kudełki stały się miękkie, nawilżone i ładnie połyskujące w wiosennym słońcu.

Efekt:


piątek, 18 marca 2016

Odżywka z toskańską oliwą - Planeta Organica



Szczęśliwie udało mi się dobić dna w odżywce, która jak na złość okazała się bardzo wydajna i zaczynałam już podejrzewać, że w jakiś cudowny sposób jest jej coraz więcej, a nie mniej. W końcu wycisnęłam z butelki ostatnią porcję odżywki i mogę napisać co o niej myślę. 


Po mówi producent ?

Odżywka do włosów na bazie organicznego oleju toskańskiej oliwy w mgnieniu oka wzmacnia włosy, ułatwia ich rozczesywanie, dodaje blasku Włosy stają się lekkie i posłuszne. Kosmetyki wyprodukowane na bazie oliwy z oliwek mają działanie regenerujące, wygładzające oraz nawilżające.
Sposób użycia: pozostawić odżywkę na włosach 1-2 min. i dokładnie spłukać.

Cena: 12-15zł

Skład: Aqua - woda, Olea Europea (Olive) Fruit Oil oliwa z oliwek, emolient, Dicocoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate - antystatyk, Cetearyl Alcohol - emolient, Ceteareth-20- emulgator, Sorbus Aucuparia Flower Extract - ekstrakt z kwiatów jarzębiny, Ribes Nigrum Seed Oil - olej z nasion czarnej porzeczki, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride - antystatyk, Cellulose Gum - emulgator, Parfum - zapach, Citric Acid - kwas cytrynowy, Benzyl Alcohol - konserwat, Benzoic Acid - konserwant, Sorbic Acid - konserwant.  

Konsystencja - bardzo udana, gęsta, odżywkę bezproblemowo nakłada się na włosy, nie spływa.

Zapach - trochę słodkawy, przyjemny

Opakowanie niestety nie jest zbyt praktyczne. Nie widać, ile odżywki znajduje się w butelce, a twardy plastik sprawia, że pod koniec użytkowania trzeba się nieźle namachać butelką, żeby wydobyć odżywkę.

Odżywkę używałam w przeróżny sposób: trzymałam na włosach zgodnie z zaleceniem producenta, innym razem o wiele dłużej, z szamponem z tej samej serii, z paroma innymi... Dawałam jej wiele szans, ale niestety za każdym razem oblewała egzamin. Nie raz myślałam, żeby się poddać i rzucić ją w kąt, zużyć do innych celów, oddać komuś. Byłam jednak dzielna i dotrwałam do końca. 

Odżywka nie robiła z włosami absolutnie nic. Nie sprawiały większych problemów z rozczesaniem, ale znam inne, bardziej pomocne w tej kwestii odżywki. Przy płukaniu, włosy wydawały się gładkie i lejące, ale po podsuszeniu sprawiały wrażenie, jakby żadnej odżywki na sobie nie miały. Żyły własnym, zwariowanym życiem i za nic miały obietnice producenta o posłuszeństwie. Jedynym pozytywem do końca pozostawał zapach, a to zdecydowanie za mało, żebym miała ochotę powrócić do toskańskiej oliwy, ukrytej w odżywce.

sobota, 27 lutego 2016

Lokówka ceramiczna z Biedronki






















Kiedy w biedronkowej ofercie pojawiła się ceramiczna lokówka, postanowiłam ją kupić i sprawdzić na własnych włosach, czy sprzęt za niewiele ponad 30zł jest w stanie wyczarować na głowie porządne loki. Na droższe, bardziej profesjonalne narzędzie do stylizacji włosów nie chciałam się decydować, bo i tak rzadko używam tego typu wynalazków. Wolę uzyskiwanie loków bez użycia ciepła, np. przy pomocy chusteczek nawilżanych, ale łatwa dostępność i niska cena, zdecydowały o zakupie lokówki. 

Co mówi producent ?


Cena: 34,99zł

Pierwsze, co mile mnie zaskoczyło po wyjęciu lokówki z pudełka, to niezwykła lekkość. Prawie nie czuć, że trzymamy ją w dłoni, super sprawa. Do tego przyjemna dla oka fioletowo-czarna obudowa i z wielką ciekawością zabrałam się za testowanie. 
Lokówka zgodnie z opisem w instrukcji nagrzewa się ok. 7 minut. W tym czasie podzieliłam włosy na wiele ok. 5 centymetrowych pasm i kolejno zaczepiałam końce w specjalnej klamrze. Następnie nawijałam pasmo obracając lokówkę do siebie (zgodnie z kształtem spiralnej osłony). Po ok. 15 sekundach uwalniałam włosy z zatrzasku i mogłam cieszyć się powstałą sprężynką. 

Efekt:

























Efekt jak na tak niedrogi sprzęt wyszedł całkiem niezły. Włosy co prawda zakręciły się mniej więcej od połowy, obawiałam się, że nawijanie pasma na dwa razy, mogłoby zakończyć moją współpracę z lokówką z powodu przegrzania. I tak czas spędzony na lokowaniu gęstych i długich włosów nie należy do krótkich. Ale ogólnie nie mam co narzekać, efekt mnie zadowolił i ten biedronkowy zakup naliczam do udanych.

piątek, 19 lutego 2016

Żel myjący do twarzy, Biolaven.


Dzisiaj parę słów o małym cudeńku marki Biolaven, produkowanej przez znaną i lubianą polską firmę, Sylveco. Z doborem żelu do twarzy kłopot miałam odkąd pamiętam. Myjadła okazywały się za słabe, jak np. żel rumiankowy Sylveco, który nie zmywał dostatecznie dobrze makijażu, a dodatkowo pozostawiał na skórze nieprzyjemnie tłustą, ciężką warstwę. Niejednokrotnie po użyciu innych żeli miałam podrażnioną, zaczerwienioną, przesuszoną skórę, albo pojawiające się wypryski. Powoli traciłam nadzieję, że znajdę jakiś myjący kosmetyk do twarzy odpowiadający mi w 100%. Na szczęście, zdecydowałam się na wypróbowanie nawilżająco - odświeżającego żelu Biolaven.

Co mówi producent ?

Nawilżająco-odświeżający żel do mycia twarzy, delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę z wszelkich zabrudzeń i makijażu. Łagodne detergenty i fizjologiczne pH gwarantują zachowanie naturalnej bariery lipidowej, a dodatek oleju z pestek winogron zapobiega wysuszeniu. Olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, znany jest ze swoich antyseptycznych i odświeżających właściwości. Systematyczne stosowanie pozwala cieszyć się czystą i promienną skórą.
Przebadany dermatologicznie, hypoalergiczny. 

Skład: Aqua (woda), Lauryl Glucoside (łagodny detergent), Glycerin (gliceryna), Cocamidopropyl Betaine (łagodny detergent), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron), Panthenol (witamina B5), Lactic Acid (kwas mlekowy), Sodium Benzoate (delikatny konserwant), Lavandula Angustifolia Oil (olejek lawendowy), Parfum (zapach).
Skład króciutki i konkretny, bez zbędnych zapychaczy.

Cena: 13-16zł/150ml

Żel zamknięty jest w wygodnej i higienicznej butelce z pompką, która działa bez zarzutu, nie zacina się. 

Konsystencja - rzadka i lejąca, jednak nie na tyle, żeby utrudniała aplikację. Jedno naciśnięcie pompki wystarczy, żeby umyć całą powierzchnię twarzy. Żel nie pieni się jakoś intensywnie, ale patrząc na delikatny skład, nie ma się co dziwić. 

Zapach urzekł mnie od razu. Na pewno nie jest to lawendowa woń, wyczuwam raczej soczyste, świeże winogrona, coś pięknego! 

Kosmetyk bez problemu zmywa mój codzienny, delikatny makijaż, w tym niewodoodporny tusz do rzęs. Nie wiem, czy jest w stanie poradzić sobie z czymś mocniejszym, może potrzebna będzie większa ilość kosmetyku. Po zastosowaniu żelu skóra staje się oczyszczona, gładka, lekko nawilżona, bez tego okropnego uczucia ściągnięcia, czy wysuszenia.  Nie czuję potrzeby natychmiastowego nakładania kremu, jak to bywało z innymi tego typu kosmetykami. Do tego winogronowy zapach pozostaje na dłużej. 
 
Żel myjący do twarzy Biolaven to bardzo przyjemny w użytkowaniu i wydajny kosmetyk pielęgnacyjny. Dodatkowo cudownie zapachnie i ma dość przystępną cenę. Myślę, że warto dać mu szansę i wypróbować na własnej skórze :)


niedziela, 7 lutego 2016

Niedziela dla włosów (40)



Podczas czterdziestej NdW miałam okazję wypróbować kupioną już jakiś czas temu, kefirową maskę z łopianem firmy Fitocosmetic. Najpierw parę słów o tym jednorazowym maleństwie: 

Maska z kefirem i łopianem to naturalny środek używany od wieków w pielęgnacji włosów. Maska zmiękcza i naprawia włosy, nadaje im objętości, blasku, chroni przed rozdwajaniem i łamliwością. Kefir nadaje włosom objętość i blask. Olejek z łopianu otacza każdy włos, uszczelniając jego powierzchnię, chroniąc przed rozdwajaniem.

Działanie:

- lśniące, miękkie i mocne włosy
- kefir spowalnia siwienie włosów, utrzymuje równowagę skóry głowy
- łopian chroni włosy przed kruchością i łamliwością
- wzmacnia włosy i przyspiesza ich wzrost
- stworzona na bazie naturalnych produktów

Sposób użycia: Nanieść maskę na całą długość czystych, umytych włosów. Pozostawić na 5-10 minut i następnie zmyć wodą.

Skład: Aqua, Glyceryl Monostearate, Behenamidopropyl Dimethylamine, Triticum Vulgare Oil (olej z kiełków pszenicy) , Arctium Lappa Root Extract (wyciąg z korzenia łopianu), Whey protein (białka kefiru) , Caprae Lac (kozie mleko) , Linseed Oil (olej lniany),  Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Dimethicone, Panthenol (prowitamina B5), Perfum, Lactic Acid, Benzoic Acid , Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol.

Cena: ok. 4zł



Maskę nałożyłam na włosy na ok. 20 minut, dając jej szanse na zadziałanie. 5 minut to myślę, ciut za mało. Konsystencja maski jest taka jak należy - nic nie kapie z palców, dobrze rozprowadza się na włosach. Zapach w żaden sposób nie przypomina kefiru - jest sztuczny, ale nie drażniący. 
W efekcie włosy okazały się całkiem zadowolone z użycia maski. Lubię, kiedy przy płukaniu przypominają gładką wstęgę, a woda łagodnie po nich spływa. To zazwyczaj wróży dobry rezultat. I tym razem właśnie tak było. Włosy stały się wygładzone, miękkie i błyszczące, niestety zabrakło nawilżenia. Oczywiście po jednym zastosowaniu maski, trudno ocenić, czy wszystkie obietnice producenta zostają spełnione.  Ogólnie, z działania maski jestem zadowolona i z pewnością skuszę się na kolejne z tej saszetkowej serii.


Efekt: