wtorek, 17 marca 2015

Garnier Fructis, Cudowny olejek z olejkiem arganowym "Ochrona do 230 stopni"


Jak już ostatnio wspomniałam, zupełnie przez przypadek wpadł mi w ręce dość ciekawy produkt chroniący włosy przed wysoką temperaturą. Nikogo na pewno nie trzeba przekonywać, że użycie prostownicy to katorga dla włosów i nie ma sposobu na 100% ochronę. Jednak zabezpieczyć je czymś po prostu trzeba. Włosy prostuję tak rzadko, że zupełnie nie byłam w temacie kosmetyków termoochronnych. Złapałam pierwszy z nich, a tam alcohol denat już na drugiej pozycji. Odłożyłam go czym prędzej i sięgnęłam po "cudowny olejek". Tutaj skład o niebo lepszy, więc olejek znalazł się w koszyku. 

Co mówi producent ?

Formuła wzbogacona olejkiem arganowym otula włosy zapewniając im pielęgnację i ochronę przed temperaturą do 230 stopni Celsjusza i 2 razy szybsze suszenie. Puszenie jest pod kontrolą, a włosy natychmiast stają się jedwabiste, miękkie i lśniące.
Zastosowany przed suszeniem, prostowaniem lub stylizacją na gorąco chroni włosy i ułatwia ich rozczesywanie. Zapobiega puszeniu się włosów i nadaje im miękkość i blask.

Stosowanie cudownego olejku:

Wyciśnij na dłoń porcję - kilka kropel produktu odpowiednią do długości włosów. Nałóż równomiernie na wilgotne lub suche włosy, szczególnie koncentrując się na końcówkach


Cena: upolowałam go w cenie promocyjnej za 19,49 zł w SuperPharm, cena regularna to ok. 25zł/150ml

Skład: 

› Cyclopentasiloxane - silikon lotny, emolient
› Dimethiconol - silikon usuwalny łagodnym szamponem
› Argania Spinosa Oil / Argania Spinosa Kernel Oil - olejek arganowy 
›Eugenol, Limonene, Linalool, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl, Methylpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal - substancje zapachowe, konserwanty
› Parfum / Fragrance - zapach 

Jak widać mamy tu dwa lekkie silikony, olejek arganowy na wysokiej - trzeciej pozycji i maaaasę pachnideł. Wszystko fajnie, tylko dwa słabiutkie silikony to trochę mało, jak na ochronę przed bardzo wysoką temperaturą prostownicy. Lepszą skutecznością wykaże w przypadku suszarki, gdzie włosy nie są aż tak narażane na zniszczenia. No ale olejek na początku składu trochę nam to wynagradza. Rzadko kiedy widuję, go na początku listy. Producenci bardzo lubią szczycić się tym składnikiem, który na ogół w kosmetyku występuje w minimalnej ilości.

Konsystencja - bardzo przyjemna, taka w sam raz, nie za rzadka nie za gęsta

Zapach - baaardzo mi się podoba, jest lekko owocowy 

Działanie - czy olejek faktycznie chroni do 230oC ? Tego nie wiem, nie umiem sprawdzić, ale wątpię, żeby przy takiej temperaturze była mowa o chronieniu włosów. Zresztą, nigdy nawet nie nastawiam prostownicy na taki gorąc. Jednak z pewnością mogę powiedzieć, że włosy po nałożeniu olejku są niezwykle miłe w dotyku. Bardzo ciężko użyć za dużo produktu, bo ten świetnie wchłania się we włosy i nawet z moją tendencją do ładowania na włosy przesadnej ilości nie obciąża włosów. Dwie pompki w zupełności wystarczą na delikatne pokrycie olejkiem moich włosów, jest więc bardzo wydajny. Włosy błyszczą, jak szalone i wyglądają bardzo zdrowo. Z przyspieszeniem suszenia to mała przesada, bo nie zauważyłam, żeby włosy schły mi szybciej, a używam olejku przed każdym suszeniem włosów. 
Kolejny plus, jaki zauważyłam to zmniejszenie elektryzowania włosów i ułatwienie rozczesania. 

"Cudowny olejek" może nie jest aż tak cudowny, jak próbuje wmówić nam producent, ale zdecydowanie polecam go jako ochronę włosów przed wysoką temperaturą, a także jako serum na końcówki. Idealnie byłoby trafić na przecenę, bo 25zł za 150ml to jednak ciut za dużo. Chociaż z drugiej strony mamy tu przecież do czynienia z najdroższym olejem świata, który zajmuje wysoką pozycję w składzie.


 

niedziela, 15 marca 2015

Niedziela dla włosów (8)


Do dzisiejszej Niedzieli dla włosów, bardziej pasuje nazwa Antyniedziela dla włosów. Nie zrobiłam żadnej większej przyjemności włosom i mało tego, w ruch poszła nowa prostownica. Starą, wysłużoną i beznadziejną, jeżeli chodzi o jakąkolwiek ochronę włosów, posłałam na emeryturę. Włosy prostuję rzadko, ale nie powiem, zdarza się i właśnie dla tych paru razy w ciągu roku, postanowiłam zainwestować w nieco lepszy sprzęt. Znaleźć coś lepszego niż używana do tej pory prostownica nie było trudno. W sumie to każdy sprzęt w sklepie był lepszy od tego, który posiadałam. Na opis tego cudeńka na pewno przyjdzie czas, tak samo, jak i na olejek, który służył mi jako termoochrona. Jako, że od paru lat nie kupowałam już takiego ochronnego specyfiku, przeżyłam mały szok, czytając składy niektórych z nich. Aż w końcu w ręce wpadł mi Cudowny Olejek Garnier Fructis z modnym ostatnio składnikiem kosmetyków, olejkiem arganowym. Wkrótce recenzja olejku, a teraz szczegóły czego użyłam w Dniu dla włosa i efekt wyprostowanych pasm.

Czego użyłam ?

  • szampon Nami na bazie serwatki mlecznej z ekstraktem z łopianu
  • odżywka Nivea Intense Repair 
  • zabieg laminowania Marion ( po użyciu włosy były już lekko wyprostowane, więc nie musiałam aż tak bardzo katować ich prostownicą )
  • odżywka lniana Farmona
  • serum Avon na końce
  • olejek brzoza i pomarańcza Alterra na długość

Efekt: 




środa, 11 marca 2015

Krem nawilżający Lorys Koktajl Owocowy



Dzisiaj parę słów o produkcie "Made in Brazil" - koktajlu owocowym do włosów. Ostatnio szczęśliwie udało mi się zużyć ostatnią, czekoladową maskę Kallos i pomyślałam, że 4 wypróbowane przeze mnie do tej pory te legendy włosomaniacze na razie mi wystarczą i spróbuję czegoś innego. Wybór padł właśnie na krem nawilżający.

Co mówi producent ?

Krem nawilżający Lorys Koktajl Owocowy, został opracowany do pielęgnacji i odżywienia wszystkich typów włosów. 

Sposób użycia: 

Do codziennego stosowania. Nanieść Krem Nawilżający na wilgotne włosy i masować na całej długości włosa od nasady do końca, przede wszystkim na końcówkach przez ok 2 minuty. Dokładnie spłukać. Przy zastosowaniu kremu z użyciem czepka termalnego, nałożyć krem unikając kontaktu ze skórą głowy i zostawiając na ok 15 minut. Dokładnie spłukać i układać jak zwykle.

Cena: ok. 7zł/450g w Auchan

Skład: 
  • Water (Aqua),
  • Cetearyl Alcohol (emolient, działaja okluzyjnie, zatrzymując wilgoć we włosie),
  • Cetrimonium Chloride (sól amoniowa, substancja konserwująca, chroni kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym, poprawia rozczesywalność, zapobiega splątywaniu, nadaje połysk i wygładza włosy ),  
  • CI 14190 (Yellow 5) -  (barwnik ), 
  • Mineral Oil (Paraffinum Liquidum) - parafina,  tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni - jest to pośrednie działanie nawilżające przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza włosy, nadaje połysk ),  
  • Fragrance (Perfum) - zapach
  • Polyquaternium-7 polimer, zostawia powłokę ochronną, nawilża,
  • Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Vitrus medica Limonum (Lemon) Fruit Extract, Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Fruit Extract, Ananas Sativus (Pineapple) Fruit Extract, Passionflowers Fruit Extract - ekstrakty z owoców tropikalnych,
  • Methylisothiazolinone -  substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu
  • CI 45380 (Red 22) - barwnik
  • BHT - przeciwutleniacz (antyoksydant) - zapewnia trwałość produktów, wydłuża ich przydatność do użycia, zabezpiecza przed powstawaniem nieprzyjemnego zapachu. 
Skład raczej nie zachwyca, mało nawilżaczy jak na "krem nawilżający" w dodatku jest parafina, którą nie każdy toleruje. Ciekawe natomiast zestawienie ekstraktów, mamy tutaj wyciągi z ananasa, passiflory, mandarynki, cytryny i pomarańczy.

Zapach: dość przyjemny, ale mocno chemiczny, intensywny, długo utrzymuje się na włosach. 
Kolor: tutaj miła niespodzianka - krem ma dwie warstwy, różową na dole i żółtą na górze. Wystarczy wymieszać i mamy dwukolorową masę. 
Konsystencja - dla mnie zdecydowanie za rzadka, wodnista, spływa z włosów, znowu muszę się nieźle nagimnastykować, żeby nie ubrudzić podłogi i ubrania.

Koktajl Owocowy traktuję podobnie jak maski Kallos jako bazę. W tym przypadku jest naprawdę dobrze. Użyty solo wprawdzie lekko nawilża i wygładza włosy, ale nie jest to żaden spektakularny efekt.
Na moje niewymagające włosy działa dość dobrze, ale nie wiem, czy zadowolone będą z niego posiadaczki mocno zniszczonych włosów, koktajl może okazać się za słaby i nie zrobi z włosami zupełnie nic.
Nie mam pojęcia czy kupię ponownie akurat ten produkt, bo zamierzam wypróbować jeszcze inne kosmetyki Lorysa, ale jeśli ktoś poszukuje "zwykłej odżywki" to owocowy koktajl może okazać się w sam raz.

niedziela, 8 marca 2015

Niedziela dla włosów (7)



Dzisiejsza niedziela dla włosów chyba znowu okazała się dla moich zbyt bogata w pielęgnację, bo zamiast miękkich, przyjemnych w dotyku włosów, okazały się sztywne i szorstkie. Miodzik użyty solo to prawdziwa rewelacja na czuprynie, tak samo siemię lniane i maska Alterra granat i aloes. Jednak zmieszanie i użycie tych produktów naraz już takie dobre nie jest. Nawilżone po takiej dawce były, ale efekt końcowy i tak specjalnie mnie nie zadowolił. Trudno, już wiem, żeby nie dostarczać włosom tyle dobroci na jeden raz, bo i tak tego nie lubią.

Czego użyłam ?
  • olej kokosowy nałożony na ok. godzinę
  • szampon Babydream
  • odżywka Nivea Intense Repair 
  • maska Alterra granat i aloes wymieszana z łyżką miodu i dwoma łyżkami żelu z siemienia lnianego nałożona na ok. 30min.
  • ziołowy eliksir Green Pharmacy
  • serum na końcówki Avon
  • olejek arganowy Bioelixire

 Efekt

wtorek, 3 marca 2015

Co dało mi włosomaniactwo ?




















Moje włosowe szaleństwo zaczęło się mniej więcej dwa lata temu, więc chciałam napisać małe podsumowanie, czego nauczyłam się przez ten czas i czy właściwie warto "bawić się" w to wszystko.

Zacznę od tego, co pisałam już w MWH na samym początku prowadzenia bloga. Moje włosy miały ze mną raczej łatwe życie, nie zadawałam im zbędnych katuszy, więc odwdzięczały mi się jako takim wyglądem i nie sprawiały większych problemów. Ale uznając, że nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej, postanowiłam wypróbować o co chodzi w tym całym wariactwie włosowym i przepadałam w nim na całego :) Najpierw zaopatrzyłam się w szereg kosmetyków polecany przez inne włosomaniaczki i nakładałam na głowę kolejne specyfiki, której sprawiały się dobrze, bądź bardzo dobrze. Nie przypominam sobie sytuacji, żeby jakiś produkt zachwalany przez większość, nie sprawdził się na moich włosach. Chłonęły wszystko, co im podałam :). Po pierwszych zachwytach, jakie to wszystko wspaniałe i dobre dla włosów, wybrałam swoich ulubieńców i jestem im wierna do dzisiaj.

Dzięki włosomaniactwu poznałam:

  • Strukturę swoich włosów. Przyznam, że początkowo miałam problem, żeby określić, w której  grupie powinny znaleźć się moje kudełki. Po lekturze paru tekstów na temat porowatości, stwierdziłam, że mają wiele cech niskoporowatych, ale typową taflą też nie są. Uznałam więc, że zaklasyfikuje je jako średnioporowate, którym bliziutko do niskoporów.
  • Jak już poznałam, jaki rodzaj włosów noszę na łepetynie, zaopatrzyłam się w najbardziej przyjazny im olej kokosowy. Już po pierwszym użyciu stwierdziłam, że mały 30ml słoiczek tego cudeńka to zdecydowanie za mało i za niedługo polecę po następny, większy. Na włosach olej kokosowy sprawił się rewelacyjnie - były takie miękkie, nawilżone, lśniące, ładnie się układały. Czym dłużej go używałam, tym bardziej byłam nim zachwycona. Olej kokosowy stał się dla mnie nie tylko niezbędnikiem włosowym, ale potrafię się nim obsmarować od stóp do głów - dosłownie :) Jest dla mnie balsamem, kremem do rąk, smarowidłem do paznokci i skórek wokół, kremem do twarzy. Nie używam go jednak codziennie do pielęgnacji całego ciała, tylko 2-3 razy w tygodniu pozwalam sobie na taką kokosową ucztę. Tylko w kuchni nam nie po drodze. Zresztą, w kuchni to mi z niczym nie po drodze :)
  • Olej kokosowy to mój absolutny hit i raczej żaden inny olej nie zdobędzie aż tak bardzo mojego serca, ale bez oleju sezamowego i olejku brzoza i pomarańcza też nie umiałabym się obejść. W jednym z ostatnich postów, pisałam, że początkowo nie przypuszczałam, że olej przeciwdziałający cellulitowi pojawi się na moje głowie, a jednak nie dość, że się znalazł to taka mieszanka różnych, olejków, zamkniętych w niepozornej butelce okazała się miłym zaskoczeniem dla mojego włosia.  A olej sezamowy ? No cóż...tak bardzo, jak nie lubię jego zapachu, to tak samo bardzo lubię swoje włosy po zastosowaniu sezamka - takie milusie w dotyku się robią :)
  • Milusie w dotyku robią się w jeszcze jednym przypadku - kiedy użyję miodu. Tutaj też miałam obawy i byłam wręcz pewna, że włosy będą niedomyte i miód tak je poskleja, że mogę już zacząć rozglądać się za fryzjerem, który obetnie mi kudły oblepione miodem. Oczywiście nie nakładam go solo, tylko najczęściej w towarzystwie którejś z masek Kallos, ale obawy, że będzie się lepić długo miałam. A tutaj za każdym razem okazuje się, że włosy nie tylko się nie kleją, ale są takie miękkie, że mogę je miziać przez przerwy :)
  • Jeszcze jeden produkt kojarzący mi się do tej pory z kuchnią i jedzeniem dzięki pogłębianiu tajników włosomaniactwa wylądował i rozpieszcza moje włosy na całego. Mowa o siemieniu lnianym. Uwielbiam robić z niego glutka i wgniatać we włosy oraz używać jako płukanki. Glutek = ładne falki na włosach, płukanka = błysk i miękkość. W takich postaciach akceptuję go całkowicie, picie absolutnie nie wchodzi w grę póki co.
  • Rosyjskie kosmetyki. Czytałam sporo dobrych recenzji na temat przeróżnych kosmetyków pochodzących od naszych sąsiadów. Szczególnie mydło cedrowe zdobyło moją wielką sympatię. Jeden kosmetyk z powodzeniem zastępuje i tradycyjne mydło do ciała i szampon. Jest niezwykle wydajne i to bardzo mnie cieszy, bo używanie tego cudeńka to dla mnie prawdziwa rozkosz, przede wszystkim ze względu na piękny, leśny zapach. I włosy jakie zawsze po nim zadowolone:)
  • Szampon dla dzieci. Nie będąc włosomaniaczką, czy jak ktoś woli - osobą świadomie dbającą o włosy, w życiu nie kupiłabym szamponu dla dzieci na własny użytek. Bo niby po co ? Szampony, których używałam przedtem spisywały się, jak myślałam dobrze, to czemu miałabym je zmieniać. No ale jak człowiek poczytał to i owo o składach to już tak różowo nie patrzy na te drogeryjne, kolorowe, szeroko reklamowane myjadła. Nie zakładam, że delikatne szampony to jedyna i słuszna droga i do tej pory używam szamponów z SLS/SLES, ale przyjemnie mieć świadomość, że tajemniczo brzmiące nazwy składników wraz z pogłębianiem wiedzy na tematy włosowe nie są już tak tajemnicze. Lubię wiedzieć, co kładę na głowę. Mam nawet małą ściągę w komórce z nazwami najpopularniejszych złych i dobrych składników kosmetycznych. Co prawda czas spędzany w drogerii nieco się przedłuża, ale co tam...wcześniej też czytałam co jest na opakowaniu, ale ograniczałam się TYLKO do tego co obiecuje producent. Jak się postarał, kosmetyk lądował w moim koszyku.
  •  Szczotka TT, grzebień z szeroko rozstawionymi zębami. Zarówno jeden, jak i drugi gadżet to coś zupełnie dla mnie nowego i zaskakującego. Dzisiaj nie wyobrażam sobie czesania zwykłą szczotką, o grzebieniu nie wspomnę. Nie wiem czemu, ale parokrotnie będąc u fryzjera spotkałam się z tym, że po umyciu włosów w ruch szedł grzebień. Taki zwykły. Po paru chwilach miałam łzy w oczach, bo dziwnym trafem grzebień zostawał wplątany we włosy i pani fryzjerka próbowała go wyjąć z mocno splątanych włosów. Naprawdę taka wizyta nie miała w sobie nic przyjemnego. Właśnie dlatego tak kojarzyłam grzebień na moich włosach. I znowu poczytałam trochę i zaczęłam używać tego z szeroko rozstawionymi zębami. Nie dość, że nie niszczy fal na włosach to bez bólu potrafi rozczesać nawet splątane włosy. Szczotki TT zapalonym miłośniczką przedstawiać nie trzeba, każda wie jak wygląda i jak działa. U mnie działa cudowne. 
  • Ostanie cudo, jakie poznałam dzięki włosowemu szaleństwu to gumka invisibobble. Ta oryginalna, a taką posiadam może do najtańszych nie należy, ale z powodzeniem zastępuje mi wszystkie inne, kupowane co jakiś czas. Ta sprężynka pozwala mi nosić kucyk  przez cały dzień  bez bólu głowy. Wcześniej był to nie mały dla mnie problem. Inne gumki ściskały włosy za bardzo i czułam dyskomfort. Tutaj włosy są dobrze podtrzymywane, a głowa od tego nie boli. I o to mi chodziło.
To byłoby na tyle. Ciekawa jestem, czy moja lista rzeczy ulubionych, poznanych przy okazji włosomaniactwa jest już zamknięta, czy może pojawią się na niej kolejne perełki.

Odpowiadając na tytułowe pytanie odpowiadam, że włosomaniactwo dało mi sporo frajdy, związanej z dbaniem o włosy, a przy okazji dowiedziałam się masę ciekawych rzeczy odnośnie pielęgnacji czuprynki no i nie przypuszczałam, że Internet jest tak bogaty w wartościowe, godne śledzenia i czytania blogi.

niedziela, 1 marca 2015

Niedziela dla włosów (6)

Mój dzień dla włosa odbył się w sobotę i obfitował w oleje i zakończył się małym falowaniem.


Czego użyłam ?

  • olej Khadi nałożony na ok. 2 godz.
  • szampon na kwiatowym propolisie, Babuszka Agafia
  • odżywka Nivea Long Intense Repair
  • maska naturalne oleje, Biovax - nie ma na zdjęciu, bo z rozpędu od razu po wyciśnięciu wyrzuciłam saszetkę :)
  • odżywka lniana b/s, Farmona
  • serum Avon na końce
  • olejek brzoza i pomarańcza Alterra na długość
Efekty: 


Po przeschnięciu włosów, zaplotłam na noc dwa warkocze, stąd falowanie trochę inne niż zwykle.
Rano, rozplotłam warkocze i przeczesałam włosy palcami. Od razu odczułam, że maska Biovax spisała się, jak zwykle dobrze i włosy okazały się niezwykle miękkie i nawilżone. Jest to jedyna maska tej firmy, która nie puszy mi włosów, bo pozostałe niestety jakoś im nie służą. Połysk na włosach to zasługa olejku Khadi. Mam go od początku swojej przygody włosomaniaczej, a końca nie widać, co akurat mnie cieszy, bo polubiłam go, z tym, że nie od razu.
Niedzielę dla włosów uważam za udaną :)

czwartek, 26 lutego 2015

Bioelixire, Argan Oil Serum




Dziś parę słów o maleństwie firmy Bioelixire, zwanym na wyrost olejkiem arganowym. 

Co mówi producent ?

Nawilżające, regeneracyjne serum do włosów z olejem arganowym, jojoba i słonecznikowym. Działa przeciwstarzeniowo, powstrzymuje wolne rodniki, nawilża i napina skórę. Zapobiega rozdwajaniu się włosów i nadaje im miękkość. Olejek arganowy jest produktem regeneracyjnym, nawilżającym, chroniącym włosy przed czynnikami zewnętrznymi. Nadaje połysk, likwiduje matowość. 

Cena: 4,99zł-9,99zł/20ml

Skład: Cyclopentasiloxane ( silikon lotny), Dimethicone (emolient tzw. suchy, pomaga w rozczesywaniu włosów, zapobiega plątaniu), Dimethiconol (silkon chroniący przed złym wpływem czynników środowiska) , Caprylic/Capric Triglyceride (emolient tzw. tłusty, na powierzchni włosów tworzy warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni),  Parfum (substancje zapachowe),  Linalool (składnik kompozycji zapachowej,imituje zapach konwalii), Limonene ( składnik kompozycji zapachowej,imituje zapach cytryny), Argania Spinosa Oil (olej arganowy ), Benzophenone-3 ( filtr UV), Simmondsia Chinensis Oil (olej jojoba) CI 26100 (barwnik czerwony) CI 47000 (barwnik żółty) Butylene Glycol (alkohol o właściwościach nawilżających) Helianthus Annuus Seed Extract (ekstrakt z nasion słonecznika), CI 61565 ( barwnik zielony ).

Producent na opakowaniu zaznacza, ze mamy do czynienia z olejkiem arganowym, a po składzie widzimy raczej mieszankę silikonów i olejku arganowego. Ósma pozycja w składzie i do tego po zapachu, nie wróży, że będziemy mieli okazję poznać właściwości "Złota Maroko". Zresztą, już sama cena produktu daje wyraźnie do zrozumienia, że oleju arganowego tutaj niewiele.  Ten prawdziwy zaliczany jest do jednych z droższych olejów na świecie, głównie ze względu na jego ograniczoną dostępność (wyłącznie tereny Maroko) oraz pracochłonny proces pozyskiwania. Aby otrzymać 1 litr oleju arganowego potrzeba zużyć ok. 30 kg owoców, czyli roczny plon z 6-7 drzew. Kosztuje ok. 50zł/50ml i nie jest tak łatwo go zdobyć. Kolejna różnica to zapach. Ten firmy Bioelixire pachnie bardzo słodko, a prawdziwy nie pachnie w ogóle, bądź jak twierdzą co wrażliwsze nosy, lekko śmierdzi. 
Dalej w składzie widzimy filtr, a jeszcze dalej olejek jojoba i olej słonecznikowy na końcu. Jak na produkt do włosów nie jest to porażająco zły skład, ale żeby od razu nazywać go olejkiem arganowym ? Trochę przesada...

Kosmetyk z pewnością jest idealny do stylizacji włosów. Dzięki silikonom w składzie sprawia, że włosy są miękkie, ujarzmione i błyszczące. Świetnie nadaje się do zabezpieczenia końcówek.
Zupełnie nie nadaje się do pielęgnacji, czy nawilżania, a tym bardziej regeneracji, jak próbuje wmówić nam producent. Działanie samego olejku jest znikome. 

Zwykle nakładam kroplę tego oleju na całą długość włosów, wtedy gdy są już całkowicie suche. To dla mnie taka "kropka nad i". Włosy momentalnie stają się mięciutkie i gotowe na pokazanie światu :) Nie żałuję wydanych 5zł (!) na ten produkt mimo, że służy mi tylko do natychmiastowego poprawienia wyglądu, nie wnosząc żadnych składników odżywczych na włosy.